powót

O Gdyńskim Centrum Filmowym słów kilka i o Domku Żeromskiego jeszcze mniej

Hanna Sieja-Skrzypulec


Weekend miałam przyjemność spędzić w Gdyni w warunkach iście filmowych: mocny wiatr, wysokie fale i zmieniające się w okamgnieniu niebo. Ale to tylko przedsmak okoliczności, który zwiastował święto kina.

W przededniu rozpoczęcia 40. jubileuszowego Festiwalu Filmowego, w niedzielę 13 września, odbyło się otwarcie Gdyńskiego Centrum Filmowego. Uroczystość poprowadził Maciej Orłoś, a swą obecnością uświetnili ją Bożena Dykiel, Katarzyna Figura, Grażyna Szapołowska, Jacek Bławut, Robert Gliński i Wojciech Marczewski. Śmiałkowie, którzy odważyli się wziąć udział w organizowanym na godzinę przed otwarciem centrum konkursie – wyjść na scenę muszli koncertowej i rozpoznawać muzykę filmową – mieli przyjemność osobistego spotkania z gwiazdami przy filiżance kawy i dobrym ciasteczku (presupozycja autorska).

Nowoczesny budynek centrum, wybudowany obok Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej, przyciągał uwagę okazałą bryłą opasaną wstęgą…filmową. Po jej oficjalnym przecięciu można było podążyć za tłumem i zwiedzić budynek.

Centrum mieści trzy sale kina studyjnego, których nazwy – Warszawa, Goplana i Morskie Oko nawiązują do przedwojennej tradycji miasta, a ponadto Gdyńską Szkołę Filmową, galerię (do 22 września eksponująca wystawę #IdaTheFilm), księgarnię i co moim zdaniem najbardziej fascynujące – czytelnię scenariuszy filmowych (oj gdyby taka pojawiła się w Krakowie, oj gdyby….). Nowa przestrzeń mająca sprzyjać spotkaniom z aktorami i twórcami kina, stała się już integralną częścią trwającego w Gdyni festiwalu.

Warto pojechać, zobaczyć, doświadczyć.

A jeżeli tematy filmowe niekoniecznie są Wam bliskie, będąc w Gdyni, warto podskoczyć do pobliskiego Orłowa, żeby zwiedzić Domek Żeromskiego, czyli miejsce, gdzie pisarz spędził nieco czasu. Do zwiedzania niewiele, ale za to można próbować dociec źródeł pisarskiej inspiracji polskiego prozaika. Poniżej dzielę się informacjami z oficjalnej strony:

W 1920 r. Stefan Żeromski wyznawał w liście do pisarza Bernarda Chrzanowskiego: „Marzę jak o raju o jakimś dworku-willi nad morzem, gdyż tu w Warszawie chorowałem długo i ciężko na grypę hiszpańską, a właśnie nad morzem lekarze doradzają mi zamieszkać ze względu na serce i płuca”. Chrzanowski polecił Żeromskiemu malowniczy kurort i wieś rybacką Orłowo. W lutym 1920 r. przyjechał nad morze wydawca dzieł pisarza, by poszukać odpowiedniego mieszkania. Wybór padł na pomalowany na różowo rybacki domek w Orłowie, stojący przy plaży, niedaleko klifu i ujścia rzeki Kaczej. W maju 1920 r. Żeromski przyjechał tu po raz pierwszy. Z żoną Anną i córką Moniką zamieszkał w wynajętym domku, gdzie często odwiedzał go Bernard Chrzanowski. Zaglądali do niego Jan Kasprowicz, Antoni Abraham i Aleksander Majkowski. W Orłowie Żeromski napisał opowieść „Sambor i Mestwin” o dwóch ogromnych bukach, które wypatrzył podczas spacerów w okolice Witomina. Z Orłowa odbywał wycieczki piesze i konne, raz wybrał się statkiem na Hel. Wówczas już myślał o powstaniu „Wiatru od morza”, a nadmorskie eskapady miały mu w tym pomóc.

 

Komentarze

komentarzy