powót

Dziennik opowiadania 3: o eksperymentowaniu i nadmiarze

Hanna Sieja-Skrzypulec


Najważniejsza zawartość tego wpisu znajduje się poza tym wpisem. Można go więc potraktować jako wpis ocenzurowany.

Po etapie zbierania wstępnych pomysłów i inspiracji następuje krok kolejny, czyli eksperymentowanie. Jest to jedno z dwóch rozwiązań (jedna ze strategii twórczych to jasno określony, sprecyzowany cel, druga, to strategia nadmiaru: Nęcka, s. 61). Ja decyduję się na strategię nadmiaru, ponieważ zgadzam się z założeniem, że pozwalając sobie na popełnianie błędów, jestem bardziej kreatywna.

Jakie są konsekwencje takiego działania? Przypuszczam, że więcej „zmarnowanego” czasu w ogólnym rozrachunku. Można generować multum pomysłów i rozwiązań, z których nigdy się nie skorzysta i które mogą okazać się chybione. Decydując się na małą oszczędność w tej kwestii postanowiłam nie przedstawiać Drogim Czytelnikom wielości rozwiązań fabularnych i pomysłów, które przyszły mi do głowy (roboczy tytuł mojego opowiadania: Spotkanie). Właśnie dlatego, że 90 procent z nich jest do wyrzucenia. Ale! Proszę się nie czuć oszukanym, w następnym wpisie przedstawię najbardziej reprezentatywne pomysły i postaram się wyłowić z tej magmy, kwestie najbardziej reprezentatywne. Właśnie, to kolejny istotny etap – trzeba nauczyć się rezygnować z części pomysłów, a niektóre, dla dobra tekstu, wyrzucać do kosza. Tworząc nadmiar posługuję się swoistymi mapami pamięci. Tworzę je na papierze, po którym bazgrzę bez opamiętania, a potem jest problem bo nie potrafię się doczytać… Pracę na mapach pamięci serdecznie polecam, może poświęcę im również w przyszłości jakiś wpis.

Na koniec jeszcze kilka słów o strategii nadmiaru, być może dla kogoś z Was, okaże się użyteczna. Co rozumiemy przez nadmiar? Nie tylko mnożenie pomysłów, ale również wymyślanie jak największej ilości słów, nieustanne automatyczne pisanie, pozytywną grafomanię. Strategia ta, zrazu sprawiająca wrażenie mało profesjonalnej, w istocie pozwala na płodzenie nieskrępowanych niczym pomysłów, z których zostaną wybrane najlepsze, tzn. odpowiadające naszym wstępnym założeniom. Do ćwiczeń z tej kategorii należy regularne pisanie, niezależne od natchnienia, nastroju i innych tego typu wzniosłości, co nie tylko służy dyscyplinie pisarskiej, ale mimowolnie prowadzi do wytwarzania  przestrzeni, które nigdy nie zostaną literacko wyeksploatowane. Możemy poddać się strumieniowi (nie)świadomości lub zabawić się w losowe wyciąganie słów z dadaistycznego kapelusza. Powstające w ten sposób teksty są nierówne, charakteryzują się różnym stopniem „sprężystości”, jedne można dowolnie rozciągać, podczas gdy inne, przy małym działaniu siły i odrobinie zmysłu krytycznego natychmiast pękają. Nie możemy przywiązywać się do nich na długo, bo tylko niektóre z tych tekstów bądź pomysłów będą warte dalszej pracy.

A dla rozrywki możemy również pobawić się w odpowiadanie na pytania z testów rozbieżności, używając naszej wyobraźni i zaprzęgając umysł do pracy na różnych poziomach. W testach rozbieżności nie ma podziału na odpowiedzi poprawne i błędne, liczy się jedynie liczba pomysłów i ich oryginalność (tutaj podobieństwo z „burzą mózgów”). Ilustracją takiego ćwiczenia może być zadanie wymyślania „zastosowań przedmiotów”[1].

[1] Przykład odpowiedzi testu rozbieżnego, rozwiązanego przez ucznia z bardzo dobrej brytyjskiej szkoły średniej:

(Cegła). Do wykorzystania w napadach rabunkowych na sklepy. Do podparcia walącego się domu. Do gry w rosyjską ruletkę, jeżeli przy okazji chce się zachować dobrą kondycję (cegły co dziesięć kroków, obrót i rzut, uniki niedozwolone). Żeby kołdra nie spadała z łózka, można przywiązać cegłę do każdego rogu. Do rozpłaszczania pustych butelek po coca-coli. (Gladwell, s. 91)

Bibliografia

M. Gladwell, Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu, przeł. R. Śmietana, Kraków 2010;
E. Nęcka, Proces twórczy i jego ograniczenia, Kraków 1999.

 

 

Komentarze

komentarzy