powót

Czy jesteś romantyczny?

Hanna Sieja-Skrzypulec


Nie sposób zaprzeczyć, że XIX -wieczne „toposy twórczości” silnie oddziałują na nasze postrzeganie nie tylko samego pisania, ale również roli sztuki i artysty w ogóle. Zwykło się również przeciwstawiać romantyczny mit natchnionego artysty ze współczesnym twórcą-wytwórcą, umiejętnym rzemieślnikiem, tekściarzem zanurzonym w codzienności. Wielkie idee, a romantyzm był wyrazem maksymalizmu filozoficznego, mają  jednak to do siebie, że wyjątkowo łatwo ulegają stereotypizacji. W dzisiejszym wpisie będziemy starali się oskrobać owe naleciałości z naszego pisarza-romantyka. A na początek może krótki test, sprawdźmy czy przypadkiem i my, nie jesteśmy „romantyczni”.

  1. Czy podczas pisania opowiadasz się za swobodą czy raczej harmonią i uporządkowaniem?
  2. Czy uważasz, że twórcy są z reguły osobami bardziej wrażliwymi, z wyczulonymi zmysłami?
  3. Myśląc o świecie przedstawionym w utworze, bardziej pociąga Cię rzeczywistość, którą znasz, czy raczej poszukujesz światów, których jeszcze nie ma?
  4. Czy uważasz, że nawiązywanie do własnego życia i doświadczenia w twórczości jest istotne?
  5. Czy uważasz, że podczas pisania należy poddać się przypadkowi, tworzyć bez planu i mieszać wszelkie dostępne porządki?
  6. Czy pisanie to odkrywanie, bieżąca kreacja, czy raczej zapisywanie tego, co się dobrze przemyślało?

Nie patrzę na świat, ten świat jest widziany przeze mnie.

Romantycy opowiadali się po stronie  swobody twórczej, wyobraźni, oryginalności, spontaniczności i szczerości. Co było konsekwencją takiego myślenia – dawali sobie prawo do manifestowania dysharmonii, do grania przeciwieństwami, do kultywowania prymitywu i sięgania po tematy i motywy, które wcześniej były uważane za niegodne stylu wysokiego bądź sztuki w ogóle. Zmieniono główną relację, w oparciu o którą zbudowane było pojmowanie twórczości. Głównym punktem odniesienia nie była już rzeczywistość ale – ja piszące. Bo owo ja miało dostęp do czegoś więcej niż rzeczywistość miała do zaoferowania. Twórca nie był zajęty już tym, jak najlepiej i najdokładniej przedstawić świat, jak go naśladować, czy odtworzyć. To intensywność przeżycia i osobista ekspresja stawały teraz w centrum, wydobycie siebie (filozofowie epoki mogliby powiedzieć ­„wydobycie osobowej jaźni”) przez tekst było ich głównym celem.

Szkoła rygoru

Warto przypomnieć, że romantycy, a przede wszystkim Ci, którzy pierwsi stają nam przed oczami, kiedy wypowiadamy te słowo, byli doskonałymi uczniami epoki oświecenia. I właśnie przez tę epokę zostali ukształtowani, epokę sławiącą przepisy i reguły, racjonalność, jasność i doskonałość formalną, poetyki normatywne od Arystotelesa po Boileau. Był to jednak już okres, kiedy klasycyzm jako estetyka zmierzchał. Marta Piwińska pisała, że romantycy doprowadzili do maksymalizacji niektóre oświeceniowe odkrycia. Jeżeli w XVIII w. optymistycznie twierdzono, że rzeczywistość jest poznawalna w nieskończoność, to w XIX dodawano, że oznacza to właściwie tyle, że jest ona niepoznawalna. Pisze Piwińska (cytat z obwoluty)

Dorastający romantyk miał nauczycieli z XVIII wieku. Było ich dwóch i ciągle kłócili się ze sobą. Tak powinno być w każdej pedagogicznej opowieści, żeby wychowanek mógł poznać pro i contra możliwie wielu racji. (…) Obu interesowało urządzenie społeczeństwa i zgadzali się, że nie jest doskonałe. Ale jeden sądził, że da się naprawić: szukał przyczyn zła, porównywał ze sobą różne kultury, poprawiał ustawodawstwo, wymyślał utopie. Drugi siadał na ruinach i wątpił, czy warto, skoro każda cywilizacja musi kiedyś upaść. Jeden był aktywny: oświecał, upraszczał, zakładał czasopisma w całej Europie i uczył, nawet bawiąc. Drugi zbierał przesądy i dziwactwa z całego świata, lubił dzikich, Wschód, wiedzę tajemną i zaczynał studiować sanskryt. Jeden chciał zrobić ogólne porządki i wydawał Encyklopedię. Drugi mącił rozum zagadkami, kpiąco rozwijał „wielki zwój”, który nie wiedzieć kto napisać a nocą, we mgle, marzycielsko mieszał żywych z umarłymi.

Nowy stosunek do twórczości

Tak jak kiedyś już wspominałam „twórczość” jako termin nie był obecny ani w filozofii ani w teologii ani w sztuce europejskiej przez blisko tysiąc lat. Kiedy już zaczął być używany, stał się synonimem Boga. XIX wiek pod tym względem stał się przełomowy. Właśnie wtedy termin „twórca” wszedł do języka sztuki i stał się jego wyłączną własnością (Tatarkiewicz, s. 302). Gdy dzisiaj mówimy o twórczości, sądząc, że ten termin jest ze sztuką naturalnie związany i że od zawsze tak było – po prostu się mylimy.

Oryginalność zamiast doskonałości

Przełomowi romantycznemu zawdzięczamy bardzo wiele. To coś więcej niż zmitologizowane tworzenie w wirze natchnienia. Był to estetyczny przewrót na miarę pierwszej historycznej awangardy, bunt wobec zastanych norm i zasad, niezgoda na rzeczywistość, chęć eksperymentowania, odwaga odwrócenia się od ustalonych harmonijnych kanonów piękna na rzecz tego co niskie, obce, niepoznane, brzydkie, czy groźne. To sprzeciw wobec rodzącej się kulturze masowej, dążącej do unifikacji ludzkiego stylu życia (normalność pojmowana jako fałszywość), ale również zgoda na niedoskonałość – bo nie to co doskonałe jest piękne, a to co oryginalne.

Co z tym testem?

Drogi Czytelniku, jeżeli w pisaniu najbardziej cenisz sobie swobodę, uważasz, ze jesteś nadwrażliwy bądź przeczulony, wolisz to, czego nie ma od tego co jest, cenisz sobie autorską kreację i nie obawiasz się przypadkowych rozwiązań – masz w sobie coś z romantyka. Miej jednak w pamięci, w jakich szkołach pobierał on lekcję, czyje poetyki czytał i skąd mu przyszło do głowy, żeby przeciwko temu się buntować (takie mrugnięcie do oświeceniowych myślicieli i zapowiedź wpisu o „Sztuce rymotwórczej”, który zamierzam poczynić w przyszłości).

Bibliografia

1. M. Piwińska, Złe wychowanie,  Gdańsk 2005,
2. W. Tatarkiewicz, Dzieje sześciu pojęć, Warszawa 2006.

Komentarze

komentarzy