powót

Dziennik opowiadania 2: pomysły i inspiracje

Hanna Sieja-Skrzypulec


Jak zacząć? Pytanie to jest równie trudne, kiedy myślę o opowiadaniu jak i o niniejszym wpisie. Ostatniego dnia nie spotkało mnie to, co nazywa się (szumnie i pięknie) natchnieniem, olśnieniem lub iluminacją. Pracy pisarskiej podejmę się więc po prostacku, bez finezji i ze świadomością, siła „wymyślętozaciebie” nie istnieje.

Teoria procesu twórczego jest trochę po mojej stronie:

Popularne wyobrażenia o natchnieniu, nawiedzającym pisarzy wśród majestatycznych lub uroczych widoków natury, dałoby się porównać z uporem, z jakim malarze od półtora wieku przedstawiają Napoleona na białym koniu, chociaż niezawodny w tej materii Frédéric Masson dowiódł, że cesarz raczej unikał białych koni (Parandowski, s. 88)

Piszę „trochę”, ponieważ nie próbowałam z „uroczymi widokami natury”. Coś? Ktoś? Jak skuteczność okażę się w miarę duża, przeboleję nawet natrętne robactwo i zapach Wisły przed deszczem.

  1. Pomysł i temat

Wstępny pomysł: chcę napisać opowiadanie o pierwszym spotkaniu młodej dziewczyny i jej babci. Tu od razu rodzą się pytania: Dlaczego spotykają się tak późno? Czy młoda dziewczyna nie wiedziała, że jej babcia żyje? A może z jakiś powodów nie chciały się widzieć? Jeżeli tak, to dlaczego zerwały ze sobą kontakt? Gdzie się spotykają i co było powodem do tego spotkania? Czy stało się coś ważnego dla ich rodziny?

Skąd ten pomysł? Nie wiem. Jest on ze mną od bardzo długiego czasu. To właściwie część większego, projektu scenariuszowego, który (poprzez pisanie opowiadania) chcę na nowo „przepracować”. Odpowiedź psychoanalityczna: Tak, na pewno to coś znaczy, ale jestem pewna, że nie zgodziłabym się z tą interpretacją.

Czym jest temat opowiadania (scenariusza)? Podczas pisania (nie tylko scenariuszy) lubię odnosić się do tekstu Piotra Wereśniaka Alchemia scenariusza filmowego (czyli nieznośny ból dupy). Cytuję:

Dobre filmy często mają temat zbudowany następująco: „COŚ – prowadzi do – czegoś”. Przypomnijcie sobie kilka ulubionych filmów…

– MATRIX – „Prawda prowadzi do wolności”

– TITANIC – „Miłość prowadzi do wolności”

­- PRZEMINĘŁO Z WIATREM –„Pycha prowadzi do samotności”

– SEVEN – „Gniew prowadzi do zła” (…)

Temat waszego scenariusza też powinien się zmieścić w zdaniu „COŚ – prowadzi do – CZEGOŚ”. Jeśli się nie mieści może to oznaczać, że napisaliście scenariusz o niczym. Bardzo, bardzo, bardzo rzadko się zdarza, że scenariusz o niczym jest dobry. Zapytacie: „Jaka jest różnica między pomysłem a tematem?”. Bardzo prosta. Pomysł to odpowiedź na pytanie co i jak opowiadamy. Temat to odpowiedź na pytanie o czym tak naprawdę jest nasza opowieść i dlaczego w ogóle warto ją opowiadać

Wstępniy temat mojego tekstu, według tej reguły, mógłby brzmieć: „Przebaczenie prowadzi do wolności”. Co jeszcze przede mną? Odpowiedź na pytanie, dlaczego warto opowiadać tę historię? I wszystkie inne pytania, które zadałam wcześniej.

  1. Inspiracje

Warto również wiedzieć, jak moja historia ma wyglądać? Nie mam tu jeszcze na myśli fabuły, ale raczej ogólne wrażenie, nastrój, emocje, jakie ma wywoływać. I tutaj na pomoc przybywa nam… kosmos rzeczywistości.

Inspiracją dla pisarza może zaś być dosłownie wszystko: od własnego życia, poprzez lektury, filmy, opowieści znajomych, ulotne wrażenia, sny własne i cudze, notatki prasowe, rozmowy zasłyszane w tramwaju i dialogi z programów telewizyjnych. Swobodę korzystania z inspiracji ograniczają tylko zapisy prawa własności intelektualnej, prawo do prywatności oraz uregulowania służące ochronie dobrego imienia osób i instytucji (nie wolno lżyć i ubliżać) (Jak zostać pisarzem, s. 51-52)

Przez ostatnie dwa dni zbierałam więc inspiracje do mojego tekstu. Oto co mnie w jakiś sposób uderzyło i co (myślę) może mieć jakiś związek z moim przyszłym tekstem:

OBRAZ: Henri Fantin-Latour Charlotte Dubourg z roku 1882 (Muzeum Orsay);

fantin-latour

WIERSZ: Julian Przyboś, Zmęczeni;

EMOCJE: niepewność, ciekawość, zaskoczenie;

PIOSENKA: Kasia Nosowska „Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć” (ale brakuje mi tu jeszcze jednej, zdecydowanie pogodnej dla kontrastu, a i piosenki proszę sobie poszukać samemu, bo nie komponowała mi się z wpisem, więc zrezygnowałam z jej umieszczania na stronie)

KOLORY: żółty, zielony;

yellow green

SŁOWA: mirady, trzęsący się taborecik, jędrne ciało;

ZDANIE: ściany oddawały wilgoć;

Założenia:

  1. Nie chcę, żeby to był smutny tekst, ale mógłby być nieco gorzki i ironiczny.
  2. Chcę wydobyć z niego jak najwięcej kontrastów.
  3. Widzę w nim dużo prosty, krótkich bądź urwanych zdań.
  1. Co dalej?

Teraz muszę odpowiedzieć sobie na bardzo dużą ilość pytań. Zgodnie z uwagą:

Książki biorą się z pytań, a jednym z najbardziej twórczych jest pytanie „co by było, gdyby…?” Pytając: „ co by było gdyby…?” uwalniamy wyobraźnię. Pytanie to należy stawiać, planując swoją powieść, a potem jeszcze raz, i jeszcze raz, rozwijając fabułę na papierze. Powieść nigdy nie przychodzi nam do głowy w postaci całkowicie skończonej, jest zwykle sumą odpowiedzi na wiele pytań. (Grant-Adamson, s. 14)

A co Was? Rozpoczęliście już swoje poszukiwania?

Bibliografia

1.  L. Grant-Adamson, Jak napisać powieść kryminalną?, przeł. M. Rusinek, posłowie J. Chmielewska, Kraków 1999.
2. J. Parandowski, Alchemia słowa, Warszawa 1986.
3. P. Wereśniak, Alchemia scenariusza filmowego (czyli nieznośny ból dupy).
4. Jak zostać pisarzem? Pierwszy polski podręcznik dla autorów, red.  A. Zawada, Wrocław 2011

Komentarze

komentarzy