powót

Twórczość według Davida Lyncha

Hanna Sieja-Skrzypulec


Ten wpis traktuje o  moim trzykrotnym czytaniu jednej książki i o tym, czym jest tworzenie według Davida Lyncha.

Lektura pierwsza

Po pierwszej lekturze stwierdziłam, że nie jest to książka, która cokolwiek wnosi w moje rozumienie twórczości. Że wywód Lyncha jest właściwie prezentacją inspirowanego myślą dalekowschodnią światopoglądu i nie wykorzystam go w żaden „użyteczny” sposób. Owszem, zanotowałam sobie kilka ciekawych cytatów, ale na tym koniec – odłożyłam więc książkę na półkę.

Lektura druga

To było przy pisaniu mojego doktoratu. Zaczęłam się zastanawiać o co chodzi z tymi tytułowymi rybami. Do tego pytania sprowokowała mnie inna książka, Twórcze pisanie dla młodych panien Izabeli Filipiak. W istocie doszłam do wniosku, że te pozycje wyrastają z bardzo podobnego, choć przecież nie tożsamego spojrzenia na świat. Poradnik Filipiak przeprowadza nas przez poznawanie swoich emocji i wnętrza. Stąd zapewne otwarcie testem, który dotyczy wiedzy o sobie samym. Taki sam cel przyświeca obecnym w publikacji ćwiczeniom i pytaniom. Autorka posługuje się metaforą łowienia:

Ćwiczenia inspiracyjne są jak silna, elastyczna wędka. Zanurzasz ją w swoim wewnętrznym obszarze wód, czekasz i patrzysz – co wyciągniesz tym razem? […] Wkrótce poznasz swoje łowiska i będziesz wiedziała, gdzie rozstawić świeci na świątecznego karpia, zdarzają się tam prawdziwe perły (one jednak dojrzewają powoli), ale są też wody zainfekowane radioaktywnymi odpadami i można tam znaleźć dziwaczne rybki o gnijących płetwach i ludzkich uszach zamiast skrzeli (Filipiak, s. 9).

Lynch korzysta z tej samej metaforyki:

Pomysły są jak ryby. Jeśli chcesz złowić małą rybkę, możesz zostać w płytkiej wodzie. Jeśli natomiast chcesz złowić wielką rybę, musisz zapuścić się głębiej. Tam, w głębinach, ryby są potężniejsze i czyste. Są olbrzymie i abstrakcyjne. I są przepiękne. Ja szukam takiej ryby, która jest odpowiednia dla mnie, takiej, która da się przełożyć na język filmu. Pływają tam jednak ryby wszelkiego rodzaju (Lynch, s. 1) .

Wielka ryba jest tajemnicą, bowiem przebywa w żywiole, w którym człowiek żyć nie potrafi. Brzuch wielkiej ryby zwiastuje ocalenie i to w nim tkwi początek wielkiej płodności. Pomyślałam więc, że lekturę Lyncha muszę rozpocząć ponownie, że korzysta ona pełnymi garściami (świadomie bądź nie) z Jungowskiej teorii zbiorowej nieświadomości, z fenomenologicznej koncepcji czystego oglądu, nazywając ją „czystym widzeniem” i romantycznych wyobrażeń na temat twórczości (znaczenie snów, intuicji, życia na prowincji, lasu itp.)

Lektura trzecia

Była bardzo przyjemna i wiele z niej wyniosłam. Zauważyłam również, że oprócz wielu inspiracji teorią nieświadomości i filozofią buddyjską, jest w niej sporo elementów stycznych z koncepcją dialogiczności Bachtina. Tworzenie rozumie się tu jako proces oparty na budowaniu i niszczeniu, na akcji i reakcji, czyli na swoistym dialogu z dziełem (piszę dziełem, bo Lynch bardziej odnosi się do sztuki filmowej niż do pisania jako takiego). W ten sposób o tworzeniu wyraża się również Władysław Stróżewski. Według filozofa fazy procesu twórczego regulowane są napięciem określonych działań, aktów uwagi, wsłuchiwania się, kontemplacji. Dialog twórczy wymaga nie tylko wyobrażania sobie ostatecznego rezultatu procesu tworzenia, ale i nieustannego oglądania wyniku działań podejmowanych w każdej fazie, „wsłuchiwanie się” w to, co dzieło ma autorowi do powiedzenia oraz do oceniania wartości, jakie się w oparciu o nie konstytuują (Stróżewski, s. 240-245). Bardzo dużo miejsca Lynch poświęca samoświadomości i obserwowaniu własnej „jaźni”. Pełne doświadczenie siebie i osiągniecie szczęścia jest dla niego kluczowe nie tylko w poszukiwaniu źródeł kreatywności (no i się zrymowało), ale również w budowaniu pełnego życia. Pokazuje również jak ważna jest konsekwencja i wiara we własne pomysły. Opowiada, jak dużo czasu zajęła mu realizacja Głowy do wycierania. W pewnym momencie po prostu skończyły się pieniądze i nie sposób było dokończyć projektu, pisze Lynch. Aby związać koniec z końcem zajął się „normalną” pracą, rozpowszechniając „Wall Street Journal”. Artysta nie zarzucił jednak swojego pomysłu, i jak tylko miał taką możliwość, dokręcał kolejne sceny do filmu. I tu pojawia się jedna z moich ulubionych anegdot:

Jest taka scena, w której bohater grany przez Jacka [Nance’a] jest po jednej stronie drzwi, i dopiero półtora roku później sfilmowaliśmy, jak przez nie przechodzi (Lynch, s. 36)

Najcenniejsze, moim zdaniem, porady Lyncha dla twórców 

  • „Prawdziwe szczęście leży wewnątrz nas”
  • „Aby tworzyć, niezbędna jest klarowność”
  • „Jeśli chcesz poświecić malowaniu godzinę, potrzebne ci są tak naprawdę cztery” (za Bushnellem Keelerem)
  • „Trzeba po prostu realizować pomysły, w których się zakochałeś. Nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć”
  • „[Intuicja] jest połączeniem emocji i intelektu”
  • „Życie powinno przynosić radość; powinno być fantastyczne”
  • „Istnieje pogląd, że kiedy poświęcamy czemuś całą uwagę ta rzecz ożywa”
  • „Pomysł jest wszystkim”
  • „Kiedy […] pojawiają się ograniczenia, często wymyślasz bardzo twórcze, niedrogie rozwiązania”
  • I na koniec moje ulubione spostrzeżenie reżysera, chociaż wypisałam ich tylko ułamek: „Pudełko i klucz. Nie mam pojęcia, czym są”

Bibliografia

1. I. Filipiak, Twórcze pisanie dla młodych panien, Warszawa 1999.
2. D. Lynch, W pogoni za wielką rybą. Medytacja, świadomość i tworzenie, przeł. J. Kozłowski, Poznań 2007.
3. W. Stróżewski, Dialektyka twórczości, Kraków 1983.

Komentarze

komentarzy